poprzedni artykułnastępny artykuł

Jakie wyzwania edukacyjne czekają na mnie w nowym roku akademickim?

Tomasz Ryszard Benda - autor artykułu, który zdobył I miejsce w konkursie „Jakie wyzwania edukacyjne czekają na mnie w nowym roku akademickim?"


Jestem jednym z tych (nie)szczęśliwców, którzy w tym roku akademickim podjęli nowe studia. Z moim pierwszym kierunkiem walczyłem przez 4 lata i stwierdziłem, że potrzebuję czegoś innego. Z jednej dziwnej filologii przerzuciłem się na inną. Z pewnością każdy, kto zaczyna nowy kierunek, zadaje sobie pytania typu: czy uda się połączyć te kierunki w życiu zawodowym? Czy nie lepiej dociągnąć jeden licencjat, a nie rozgrzebywać drugi? Co ja w ogóle robię z życiem?

Ryszard Kapuściński w swoim reportażu Wielki Rzut opisuje trening Edmunda Piątkowskiego, mistrza olimpijskiego w rzucie dyskiem z roku 1958. Nasz dyskobol poluje wówczas na swój kolejny rekord świata i teraz każdym rzutem może stworzyć historię i jako pierwszy na świecie rzucić dyskiem poza granicę 60 metrów. Treningowi, poza samym Kapuścińskim, przygląda się jeden z miejscowych. Dwaj mężczyźni beznamiętnie obserwują, jak Piątkowski raz po raz rzuca dyskiem i idzie po niego. Nic szczególnego się nie dzieje, aż po treningu Kapuściński podchodzi do trenera i dowiaduje się, że dwa z tych pozornie podobnych rzutów były rekordowe. Dwaj kibice patrzyli i nie zauważyli, że byli świadkami wielkiego rzutu. Przegapili historię, chociaż mieli ją pod nosem.

Warszawa, miasto tysiąca koncertów, setki wielkich korporacji i dwóch linii metra, a także uniwersytet, szczególnie taki jak UW, to wielka szansa. Z tych murów wychodzą prezydenci, ekonomiści, prawnicy, a w moim akademiku mieszkał sam Ivan Komarenko. To zobowiązuje. Zobowiązuje na przykład do tego, abym, niezależnie od kierunku studiów, cały czas się rozwijał, czytał, zwiedzał i poznawał. Każe mi sprostać dwustuletniemu dziedzictwu tej uczelni. Wydaje mi się, że każe mi to być czymś więcej niż kolejnym narzekającym na brak pracy burczymuchą z dyplomem.

Brzmi wzniośle. I faktycznie, czasem trudno jest nie zejść z obranej ścieżki. Przeszkód na drodze od bycia pełną marzeń o „studenckim życiu” małpką w liceum do zostania w pełni wykształconą, chodzącą w pozycji wyprostowanej istotą ludzką o precyzyjnych planach i poważnych ambicjach, jest niemało. Przychodzimy na uniwersytet po to, żeby budować idee, zmieniać świat i odkrywać nieznane, a na okienkach muszę zastanawiać się, czy mam dość jakichś bzdurnych punktów ECTS, czy wszystko poprawnie podpiąłem i czemu USOS działa tak jak działa. Nietrudno popaść w rutynę w cyklu zajęć obowiązkowych. Walka z nią za pomocą kolejnych imprez w wiecznie żywym i cudownym przecież akademiku też nie zawsze się udaje. Na dobitkę okazuje się, że po dziwnych filologiach jedyną pracą jaką dostanę bez doświadczenia będzie telefoniczna sprzedaż pastylek na odchudzanie do kraju, którego językowi i kulturze próbowałem oddać się bez reszty.

Z powyższego opisu wychodzi dość ponury obraz studiowania. Z jakiegoś jednak powodu nasi rodzice wspominają czasy studenckie jako wspaniały, być może najlepszy okres w życiu! Tym powodem jest fakt, że właśnie teraz przed nosem mamy dziejącą się historię. To ludzie w naszym wieku nadają światu rozpęd. Właśnie teraz, wśród tej rutyny i pozornego braku znaczących wydarzeń, w każdej chwili wydarzyć się może historia. Możemy ją różnie definiować. Dla jednych będzie to uczestnictwo w marszach za lub przeciw różnym rzeczom. Dla innych będzie to rozwój własnego start-upu. Jeszcze ktoś właśnie teraz wybiera się w podróż, która odmieni jego życie. To wszystko dzieje się na naszych oczach, tylko nasza w tym głowa, aby nie przegapić „naszej” szansy.

Mnóstwo z tych rzeczy dzieje się właśnie na uniwersytetach. Stąd wychodzą ruchy, siły i idee. I owszem, czasem dotyka nas zmęczenie i rutyna. Nam jednak w ramach tego wszystkiego nie wolno zmarnować ani dnia. W filmie „Żółty Szalik” główny bohater, grany przez Janusza Gajosa, mówi: „Każdego dnia trzeba coś udowadniać”. I o to właśnie chodzi. Największym wyzwaniem, ale też najcudowniejszą przygodą jest to, że trzeba codziennie czegoś dokonywać, pokonywać samego siebie i rozwijać się po to, aby nie przegapić szansy, jaką właśnie teraz mamy.


Relacja z rozdania nagród dostępna jest na fanpage Konceptu Magazyn Koncept

Artykuły z tej samej kategorii

Po co naukowcom poczucie humoru?

Szczerze, czy komuś z Was nauka kojarzy się z czymś lekkim, przyjemnym i zabawnym? Nic dziwnego – szkolne ławki, dziwnie brzmiące tytuły prac...

STEAM – edukacja przyszłości, która tworzy się na naszych oczach

STEAM to innowacyjne podejście do nauki oparte na technologii, inżynierii, sztuce i matematyce (ang. Science, Technology, Engineering, Art and Mathematics). Taka forma nauki...

Nowy kierunek od października? Aplikuj w wakacje!

Ukończenie studiów może otworzyć drzwi do dobrze płatnej pracy i świetlanej kariery, jednak sam wybór kierunku dla wielu osób bywa nie lada...