poprzedni artykułnastępny artykuł

Hashtagalek – fotograf młodego pokolenia [WYWIAD]

Aleksander Małachowski aka Hashtagalek to młody fotograf z Warszawy, który współpracuje z największymi markami. Rozmawiamy o sztuce fotografii mobilnej, inspiracjach i zbiórce na rzecz ogarniętej wojną Ukrainy.

Kamil Kijanka: Jesteś magistrem sztuki i pracujesz jako fotograf. Specjalnie nie dziwi więc droga, którą obrałeś. Jak to się u Ciebie zaczęło?

Aleksander Małachowski: Ta droga była wbrew pozorom bardzo zawiła. Wszystko się zaczęło od studiów inżynierskich na Wydziale Mechatroniki. Szybko okazało się jednak, że to nie dla mnie. Mając przy tym nadmiar wolnego czasu, odkryłem Instagrama, gdzie było wielu fotografów mobilnych. Takich, którzy wykorzystywali telefony do robienia zdjęć, a potem publikowali swoje prace właśnie na tej platformie. To mnie zainspirowało, by zrobić tak samo.

Wówczas nie miałem żadnego aparatu. Chciałem spróbować i przekonać się, na ile telefon pozwoli mi zacząć wyrażać siebie. Przy okazji zacząłem także odkrywać Warszawę, fotografując różne budynki.

Jeśli chodzi o studia, to był to pewien proces. Skończyłem studia inżynierskie, ale wiedziałem, że nie jest to mój wymarzony kierunek. Był to czas, w którym dostawałem już pierwsze zlecenia i wiedziałem, czym chciałbym się zajmować. Postanowiłem wybrać się na studia artystyczne II stopnia, ale nie udało dostać się na ASP. Dowiedziałem się jednak o Polsko-Japońskiej Akademii Technik Komputerowych, gdzie rozpocząłem naukę na Wydziale Sztuki Nowych Mediów. Tam obroniłem tytuł magistra sztuki.

Czy studia w jakikolwiek sposób pomogły Ci w pracy?

Tak. Studia dały mi bardzo dużo. Kierunek dał mi możliwość obeznania w świecie sztuki. Dały wiele inspiracji i pozwoliły bardziej świadomie wypracować swój styl. Mieliśmy różne zajęcia, które stymulowały poszukiwanie inspiracji. Dzięki studiom artystycznym nauczyłem się nazywać pewne rzeczy i zjawiska, o których wcześniej nie miałem pojęcia.

A jak scharakteryzowałbyś swój styl?

Uwielbiam minimalizm, choć na samym początku nie było to może aż tak widoczne. Można to zauważyć na moim Instagramie. Z czasem jednak coraz bardziej podążałem w tym kierunku. Zacząłem doceniać to, że im mniej, tym więcej.

Od zawsze interesowała mnie też architektura. Lubię wyciągać detale i na nowo interpretować rzeczywistość. Uwydatniać pozytywne elementy naszej codziennej rzeczywistości. Uwielbiam także kolor i geometrię w przestrzeni miejskiej. To wyszło mimowolnie, może dlatego, że moja przygoda z fotografią zaczęła się właśnie od spacerów po Warszawie? Z czasem zacząłem oczywiście fotografować inne miasta, ale nie ukrywam, że to właśnie stolica stanowiła pierwsze poważne źródło inspiracji.

Kiedy poczułeś, że może to być Twój sposób na życie, a nie tylko hobby?

Wraz z pojawieniem się pierwszego zlecenia. W którymś momencie doszedłem do wniosku, że warto napisać do jakiegoś zarządcy nieruchomości w Warszawie, by zrobić kilka zdjęć na własny użytek. Tak dotarłem do Warsaw Financial Center przy Emilii Plater. Napisałem do nich na Instagramie z propozycją, ale otrzymałem bardzo chłodną, negatywną odpowiedź. Po jakimś czasie jednak wysłali do mnie ponowną wiadomość, czy byłbym jeszcze zainteresowany, by ich odwiedzić. Zgodziłem się.

Tam jest taki cudowny taras z widokiem na Pałac Kultury. Moje fotografie spodobały się na tyle, że niespełna miesiąc później dostałem propozycję wykonania sesji zdjęciowej budynku.

Później rozpętała się lawina i pojawiły się kolejne współprace. Także od bardzo dużych marek, jak chociażby Samsung, którego w tej chwili jestem ambasadorem.

Co doradziłbyś czytającym nas studentom, fotografom-amatorom, którzy także chcieliby rozpocząć współpracę z największymi firmami?

Trzy podpowiedzi. Budować swoje portfolio, zadbać o media społecznościowe, na których można pokazywać swoje prace, i dać na początku coś od siebie. Zaproponować jakiemuś zarządcy wykonanie zdjęć budynków, które mógłby wykorzystać. Tak się przynajmniej u mnie to wszystko zaczęło.

Ja sam na początku nie zdawałem sobie z tego sprawy, ale wychodząc z domu i robiąc telefonem zdjęcia Warszawy, już przecież tworzyłem swoje portfolio. A dziś jestem na takim etapie, że to nie ja piszę do firm, ale one do mnie.

Za Twoje prace otrzymujesz nie tylko wynagrodzenie i możliwość współpracy z dużymi markami, ale także nagrody. Wśród nich stypendium Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego za wybitne osiągnięcia w fotografii. Jak udało Ci się je zdobyć?

To prawda, będąc na studiach artystycznych, wysłałem wniosek. Należało przedstawić swoje wystąpienia, prace, wystawy czy publikacje. Jeśli dobrze pamiętam, program ten pozwalał złożyć wniosek o stypendium za osiągnięcia w danej dziedzinie. To było dla mnie faktycznie duże wyróżnienie. Było mi bardzo miło, że moje zdjęcia zostały docenione.

Ponadto trzykrotnie, rok do roku, zdobywałem tytuł finalisty w konkursie fotografii mobilnej, organizowanym przez Artystyczną Podróż – fundację założoną przez firmę ERGO Hestia.

Jedna z Twoich prac wywołała w ostatnim czasie bardzo duże zamieszanie. Domyślasz się pewnie, którą mam na myśli.

Pewnie, że tak, „Polską gościnność”. Jak wybuchła wojna w Ukrainie, to bardzo mnie to przybiło. Zastanawiałem się, jaka może być w tym przypadku rola artysty. Co mogę zaoferować potrzebującym?

Na początku zainspirowała mnie Warszawa, w której mieszkam na co dzień, i pomoc jej mieszkańców. Tak powstała pierwsza praca z tego cyklu, która także pojawiła się na moim Instagramie. Wpadłem na pomysł, by nie tylko ukazać, jak to widzę, ale jednocześnie zrobić coś dobrego i realnie pomóc w słusznej sprawie. Założyłem więc zbiórkę na Instagramie, z której cały dochód jest przeznaczony na rzecz Polskiej Akcji Humanitarnej.

Wiedziałem, że muszę też jakoś zachęcić ludzi do wpłat. Wysyłałem więc wszystkim, którzy zdecydowali się dołożyć swoją cegiełkę, plik tej pracy, a także kilka innych w kolorystyce niebiesko-żółtej. Ta zbiórka zaczęła się naprawdę fajnie rozkręcać. To mnie zmotywowało do dalszej pracy.

Stwierdziłem więc, że stworzę kolejną pracę ze zbiórką. Tym razem chciałem podkreślić gościnność i wsparcie Polaków, które obserwujemy od początku wojny. I tak powstała ta druga praca, która faktycznie stała się popularna. Chciałem bardziej zaznaczyć barwy biało-czerwone i nadać akcent niebiesko-żółty.

W mojej głowie powstało kilka scenariuszy. Niebo musiało być białe. Skoro chmury, to bardziej kłębiaste, „wybuchowe”, które nawiązywały do szybkiego i gwałtownego „wybuchu” pomocy ze strony Polaków. Do tego chciałem pokazać czerwone pole, mając na myśli polskie maki. Potem zacząłem się zastanawiać, jak uwidocznić polską gościnność dla Ukrainy. Tak powstał dom w niebiesko-żółtych barwach na biało-czerwonym tle.

"Polska gościnność", Hashtagalek
„Polska gościnność”, Hashtagalek

Jestem oczywiście dumny z tej pracy, tak jak i ze wszystkich innych. Do dziś echo tej grafiki jest dla mnie czymś abstrakcyjnym. Widziałem ją również udostępnioną u wielu osób publicznych. Jedna z firm zaoferowała się, że stworzy plakaty, a cały dochód ze sprzedaży trafi do PAH-u. To robi wrażenie. Trudno mi uwierzyć w to, co się wydarzyło i nadal dzieje.

Jakie były reakcje Twoich znajomych z Ukrainy?

Byli bardzo wdzięczni i docenili, że wykorzystuję zainteresowanie pracą w sposób charytatywny. Dzięki zbiórce udało się oficjalnie przelać ponad 30 tys. zł na rzecz PAH-u. W rzeczywistości wymiar wpłat jest jeszcze większy, bo wiele osób po zobaczeniu tej grafiki decydowało się przelać środki bezpośrednio na konto organizacji.

Czy dobrze rozumiem, że nadal większość Twoich prac powstaje za pomocą telefonu, a nie aparatu?

Te, które widzisz na Instagramie, jak najbardziej. Oczywiście, kiedy pojawiły się pierwsze zlecenia, wiedziałem, że muszę kupić dobry aparat. Dlatego zlecenia komercyjne, w których wymagana jest odpowiednia jakość, wykonuję za pomocą aparatu. Jednak zdjęcia robione telefonem nadal sprawiają mi ogromną frajdę.

Myślę, że na pierwszym etapie w 100% wystarczy telefon. Później, kiedy wykonuje się profesjonalne zlecenia, aparat będzie potrzebny. To wszystko też zależy od rodzaju zlecenia. Jeśli mówimy o zdjęciach na kanały social media, telefon moim zdaniem potrafi wystarczyć. Kiedy jednak Twoje zdjęcia mają trafić do katalogu lub magazynu, wtedy aparat jest niezbędny. Jakość musi być celująca.


Aleksander Małachowski, Hashtagalek – fotograf architektury, magister sztuki, współtwórca kursu ProjektFotografia.pl.

Aleksander Małachowski, Hashtagalek
Aleksander Małachowski, Hashtagalek

Obserwując rzeczywistość, koncentruje się na geometrii, symetrii oraz minimalizmie. Ambasador Samsunga. Tworzył zdjęcia dla takich marek jak: Skanska, Canon, Uber, Mastercard czy ERGO Hestia. Pomiędzy fotografowaniem prowadzi największy na Instagramie profil o Warszawie @NowaWarszawa. Nagrodzony stypendium Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego za wybitne osiągnięcia w fotografii.

www.instagram.com/hashtagalek

Artykuły z tej samej kategorii

“Byłem, można powiedzieć, takim omnibusem”

Legenda polskiej piłki nożnej - trener Jacek Gmoch opowiada o swojej historii. Co zakończyło jego karierę piłkarską? Jak stał...

Nadzieja polskiego hokeja

Przeczytaj wywiad z zawodniczką kanadyjskiego zespołu Ontario Hockey Academy, nadzieją polskiego hokeja - Magdaleną Łąpieś! 🏒🇵🇱 Dowiedz się, jak...

Goście z układu obok

Motyw obcej cywilizacji dosyć często pojawia się w kulturze. Spotkanie z przybyszami porusza naszą  wyobraźnię na wielu płaszczyznach. Pierwszą myślą sporej części...