poprzedni artykułnastępny artykuł

Dieta dla aktywnych

Pewien człowiek pojawił się na budowie i spostrzegł wyjątkowo dziwne zjawisko: członkowie ekipy budowlanej biegali po terenie budowy w ogromnym pędzie z… pustymi taczkami. Upewnił się jeszcze chwilę (sprawdzając, czy rzeczywiście to tylko nie powrót na ładowanie) i w końcu zapytał jednego pracownika:

-Przepraszam, proszę pana. Dlaczego biegacie z pustymi taczkami? 

– Panie, taka harówa, że nie ma czasu załadować!

Powyższy żart zapewne nie śmieszyłby zbyt dobrze, gdyby nie fakt, że wcale nie jest tak bardzo oderwany od rzeczywistości. Coś sprawia, że czas przyspiesza. Z jednej strony wynika to z tego, że wszyscy stajemy się coraz starsi, a tym samym nasze odczuwanie czasu (i jego upływania) się zmienia. Przyspieszający czas to nie tylko efekt naszego dorastania (starzenia się), ale również rezultat współczesnego tempa życia, w którym, chcąc, czy nie chcąc, jesteśmy zanurzeni. Z czego to tempo wynika? Z jednej strony to natłok informacji, których powstaje i dociera do nas coraz więcej. Czasem nie zdajemy sobie z tego nawet sprawy, a przykładem tego zjawiska mogą być na przykład reklamy, z których hasła czy nawet piosenki znamy na pamięć, a ich przydatność w naszym życiu jest raczej znikoma. Rynek pracy, który dziś znamy, sposób studiowania czy nawet sposoby spędzania wolnego czasu znacznie różnią się od tego, jak te obszary życia wyglądały jeszcze kilkanaście lat wcześniej. Fileas Fogg – główny bohater powieści „W 80 dni dookoła świata” każdą wolną chwilę spędzał na grze w vista. Dziś człowiek z taką pozycją spędzałby czas zupełnie inaczej, szukając wrażeń w coraz to nowych aktywnościach i przeżyciach. Przepracowanie całego życia na jednym stanowisku dziś wydaje się abstrakcją, gdy szacuje się, że przed koniecznością przebranżowienia się będziemy stawać około 9 razy w życiu (a serwisy branżowe sugerują, by zmieniać pracę co 2-3 lata). 

Czy to źle, że żyjemy w takich czasach? Zapewne ani to dobre, ani złe. Pojawia się przecież przed nami tak wiele szans, których nie mieli nasi rówieśnicy w poprzednich pokoleniach. Pojawiają się jednak także nowe zagrożenia, jak choćby wypalenie, zagrożenia psychiczne, czy przebodźcowanie.

Za dużo bodźców

Nadmierne narażanie się na bodźce sprawia, że doświadczamy uczucia zmęczenia i drażliwości, co może prowadzić do apatii oraz bólów głowy o charakterze napięciowym. Nasza efektywność w działaniu maleje, zaczynamy popełniać błędy. W perspektywie długoterminowej stałe przebodźcowanie zwiększa ryzyko wystąpienia różnych problemów zdrowotnych, takich jak kłopoty psychiczne, problemy z trawieniem, bezsenność, obniżone samopoczucie i skłonność do depresji.

Po pierwsze: ostra piła 

Stephen Covey już w 1989 roku, w swojej bestsellerowej książce „7 nawyków skutecznego działania”, podał przepis na dzisiejsze problemy, wiążące się z przebodźcowaniem. Jeden z siedmiu nawyków dotyczył bowiem nawyku ostrzenia piły. Każdy fachowiec, pracujący z narzędziami, wie, że słabe narzędzie bardzo utrudnia pracę. A przecież naszym podstawowym narzędziem… jesteśmy my sami. Myśląc więc o własnym życiu, pracy, powinniśmy mieć ten aspekt przed oczami. Nie zawsze musi to oznaczać wyjątkowy urlop – bo zwyczajnie może być nas na niego nie stać. Ostrzeniem piły będzie też: wysypianie się, zdrowa dieta, chwile przerwy. Żeby to zadziałało, musimy być konsekwentni i pamiętać o tym w pierwszej kolejności.

Po drugie: zrezygnuj z pasji 

Ten podtytuł miał tylko przyciągnąć uwagę. Tak naprawdę nikomu nie polecam, by rezygnował ze swoich prawdziwych pasji, ale raczej z tych udawanych. Są takie? Jestem przekonany, że tak. Wyobrażacie sobie kogoś, kto jest kawoszem, uwielbia kawę i zna wiele gatunków kawy oraz sposobów parzenia kawy, ale… przez ostatnie 10 miesięcy nie znalazł czasu na kawę? To się nie składa. Jeżeli mamy w swoim życiu rzeczy, które uważamy za pasje, ale nie poświęciliśmy im czasu od bardzo dawna, to może po prostu przestały być dla nas ważne? Równie dobrze może to dotyczyć niektórych relacji, czy zobowiązań. Zostawmy w naszym życiu (kalendarzu) to, co realnie jest dla nas ważne. Wynieśmy z domu narty, na które raczej nie znajdziemy czasu w najbliższym latach, odsubskrybujmy newslettery, których nie chcemy otrzymywać, zrezygnujmy z kont na serwisach, na które nie mamy czasu wejść, ale zostawmy to, o czym pamiętamy, co nas uskrzydla, co dodaje nam energii. Warto pamiętać, że takie decyzje nie są ostateczne, ale poukładanie spraw i priorytetów może po pierwsze wprowadzić ład w nasze sprawy, po drugie wyeliminować wyrzuty sumienia, czy frustracje, a po trzecie dać nam czas i przestrzeń na to, co naprawdę dla nas ważne. 

Po trzecie: dieta niskoinformacyjna

Gdy zapytamy osoby, która codziennie ogląda serwisy informacyjne, jaka jest waluta Węgier albo jak nazywa się kanclerz Austrii, to może się okazać, że nie będzie znała odpowiedzi. Opowie nam dużo o wypadku, który wydarzył się na jednej z autostrad albo o poszukiwanym dziecku. Które wiadomości mogą mieć większe znaczenie w naszym życiu? To oczywiście zależy, ale wiedza ogólna ma raczej charakter uniwersalny. Sam dostęp do wielu informacji niekoniecznie buduje naszą wiedzę ogólną. Znajomość najnowszych memów i obejrzenie masy internetowych komentarzy o bieżącej „dramie” może zaspokoić naszą ciekawość, ale nie zostawia w nas wiele na przyszłość. 

Jeżeli chcemy karmić się informacjami rzeczywiście przydatnymi i zarazem unikać przebodźcowania, polecam wyeliminować możliwie jak najwięcej informacji. Jeżeli uznamy, że Polak przeciętnie czyta 7 książek rocznie (trochę na wyrost), to w życiu przeciętnie przeczyta do 500 książek. To i dużo i niedużo, ale ta perspektywa daje pogląd, że szkoda czasu na słabe książki. Jeżeli w życiu obejrzę 1000 filmów, to szkoda czasu na filmy ze średnią oceną 5,0 na Filmweb. Przyswoimy też ograniczoną ilość informacji, więc szkoda czasu na te słabe i mało przydatne. Jeżeli jakaś informacja będzie rzeczywiście istotna, jakiś mem bardzo ciekawy lub filmik koniecznie wart zobaczenia, to i tak do Ciebie dotrze: funkcjonujesz przecież w świecie, więc przyjaciele, znajomi w pracy, czy na uczelni dotrą do Ciebie z przefiltrowanymi i wartymi poświęcenia czasu informacjami. 

Po czwarte: służebna rola technologii 

Kiedy nasze podejście do informacji i własnego czasu jest poukładane, to możemy podejść do otaczającej nas techniki jako usprawnień, a nie przeszkód w naszym funkcjonowaniu. W każdym telefonie to użytkownik decyduje, czy aplikacje będą wysyłać powiadomienia, pikać, mrugać czy wibrować. To użytkownik decyduje, czy włączyć jakąś aplikację i czy poświęcać jej czas. Użytkownik ma też usprawnienia, takie jak wyciszanie, by móc się wyspać, ograniczanie wyświetlania postów, adblockery, czy w końcu budziki (które mogą też wyrwać z transu oglądania zdjęć i filmików). Warto więc sterować się technologią i nie odwracać tego układu. 

Gdy w sklepie był do wyboru jeden baton, wybór ograniczał się do opcji kupić, czy nie kupić. Gdy na półce sklepowej mamy ich 80, potrzebny jest czas na dokonanie wyboru: porównanie składów i smaków, a także innych aspektów. Gdy człowiek, żyjący lata przed nami, otrzymywał nową informację, po prostu ją przyjmował. Dziś informacje aż nas przygniatają. Jeżeli nie będziemy ich starannie wybierać: możemy zostać przez nie pokonani!

Artykuły z tej samej kategorii

Prawda o czasie

Jak proste nawyki mogą stać się kluczem do efektywnego zarządzania czasem i czerpania większej radości z życia? Poznaj strategie,...

Asertywny krytyk

– O Jezu…  – Co się stało?  – Znowu zrobiła za mocną. – Powiedziała, że lubisz taką. – Nie wiem, skąd jej to przyszło do głowy....

Aktywny słuchacz

Czy zdarzyło Ci się kiedyś, że podczas rozmowy miałeś wrażenie, że Twoje słowa nikogo nie obchodzą i Twój rozmówca...