poprzedni artykułnastępny artykuł

Recenzje – czerwiec

Dawka czerwcowych recenzji.

KLASYCZNA KSIĄŻKA i KLASYCZNY FILM

Gepard, Giuseppe Tomasi Di Lampedusa, Czuły Barbarzyńca Press, 366 s.

fot. www.znak.com.pl

Lampart, reż. Luchino Visconti, prod. Francja, Włochy, 185 min

fot. bok.bialystok.pl

Opowieść o „Gepardzie” to opowieść o trzech książętach: Giuseppe Tomasim di Lampedusie, autorze niezwykle cenionej powieści historycznej o tym tytule, Luchinie Viscontim di Modrone, który z dużym sukcesem wyreżyserował jej adaptację, a w końcu Fabriziu Salinie, bohaterze powieści oraz adaptacji.

Postać fikcyjnego księcia była zainspirowana pradziadkiem Lampedusy. Arystokratycznych bliźniaków miała oddzielać warstwa literackiej aluzji: podczas gdy herb rodu Lampedusy faktycznie zdobił lampart, herb powieściowego rodu miało zdobić nieheraldyczne zwierzę, czyli gepard. Tego niuansu nie oddało pierwsze tłumaczenie powieści na język polski, natomiast przywróciło je najnowsze tłumaczenie autorstwa Stanisława Kasprzysiaka.

Powieść została wydana w 1958 roku, czyli rok po śmierci Lampedusy, który był znawcą literatury, a dopiero na koniec życia poświęcił się pisarskiemu powołaniu. Dzieło, które za życia księcia zostało odrzucone przez wydawców, szybko stało się międzynarodowym bestsellerem, a w końcu także najlepiej sprzedającym się utworem wszech czasów we Włoszech zaraz po „Boskiej komedii”. Niezwykle szybko zostało zaadaptowane, a za reżyserskimi sterami stanął Luchino Visconti, który zasłynął jako jeden z architektów włoskiego neorealizmu. Nie był to pierwszy raz, gdy Visconti odszedł od kanonów tego nurtu, ponieważ już w 1954 nakręcił „Zmysły”, dramat kostiumowy, podobnie jak „Gepard” osadzony w okresie zjednoczenia Włoch.

Powieść i film rozpoczynają się w przededniu lądowania Giuseppe Garibaldiego na Sycylii wraz tysiącem tzw. czerwonych koszul, co wkrótce zaowocowało kapitulacją burbońskiego króla Franciszka II, a później plebiscytem, w wyniku którego Sycylia została przyłączona do Królestwa Sardynii i następnie stała się częścią zjednoczonego Królestwa Włoskiego. Tymczasem poznajemy Fabrizio Salinę (Burt Lancaster), 45-letniego ojca piątki dzieci i męża bogobojnej żony Stelli, a zarazem rozmiłowanego w abstrakcyjnych rozważaniach astronoma. Jego siostrzeniec Tancredi Falconeri (Alain Delon), idealnie dostosowany do życia w dynamicznych czasach, dołącza do powstania, a wkrótce prosi księcia o zgodę na ślub z Angelicą (Claudia Cardinale), córką Calogero Sedàry, bogatego burmistrza prowincjonalnego miasteczka.

To właśnie międzyklasowe małżeństwo staje się centralnym punktem powieści. Salina nie zważa na to, że jego córka Concetta podkochuje się w Tancredim, nie zważa także na przeszłość niezwykle bogatego burmistrza. Własna rodzina nie obchodzi księcia zbyt wiele, z wyjątkiem niezwykle inteligentnego, chociaż przyziemnego Tancreda. To właśnie siostrzeniec księcia mówi kluczowe w całej powieści zdanie na temat Sycylii i nie tylko: „jeśli chcemy, by wszystko zostało tak, jak jest, trzeba, by wszystko się zmieniło”.

W tym miejscu warto wspomnieć o tym, jak wierna jest adaptacja Viscontiego. W powieści poznajemy wiele z myśli księcia i zadziwiająco wiele z nich udaje się pokazać filmowymi środkami za pomocą mimiki czy np. jako słowa wypowiedziane do samego siebie. Być może zadanie nie było trudne, ponieważ zarówno styl Lampedusy, jak konstrukcja ośmiu zwięzłych rozdziałów-miniatur są bardzo filmowe. W dodatku ze względu na pochodzenie Viscontiego trudno nie traktować go jako naturalnego przewodnika po tym świecie, który wie lepiej, jak powinny wyglądać pałace i kostiumy; co do zgodności aktorów z opisami nie mamy wątpliwości.

W filmowej wersji z opowieści znika nieco gorzkiego cynizmu, a przede wszystkim wybiegający w przyszłość charakter narracji, która zawiera nawet anachronizmy, takie jak odniesienia do odrzutowca i „Pancernika Potiomkina”. Visconti pomija także dwa ostatnie rozdziały, które pokazują losy rodu Salinów kilkadziesiąt lat później. Niemniej zachowany zostaje astronomiczny dystans głównego bohatera do życia. Chociaż może się wydawać, że sednem opowieści są decyzje, które podejmuje książę, zasugerowany jest inny, filozoficzny podtekst. W pewnym momencie książę sam stwierdza, że zakochana para wzięłaby ślub nawet bez jego zgody. Romantyczne gesty, arystokratyczna władza i rytuały pozwalają czasem o tym zapomnieć, ale historia toczy się sama; mądrość tę posiada książę.

NOWA KSIĄŻKA

Black Hole, Charles Burns, Kultura gniewu, 368 s.

fot. lubimyczytac.pl

Kultowe już dzieło Charlesa Burnsa, twórcy komiksów z Seattle, było oryginalnie wydawane w 12 zeszytach w latach 1995–2005. Styl rysunków tego kluczowego dla gatunku komiksu może przypominać drzeworyt. Z czarno-białego chiaroscuro wyłania się historia o lękach wchodzenia w dorosłość, równie surowa co chociażby grunge’owa muzyka z tego okresu. Aczkolwiek akcja opowieści osadzona jest dwie dekady wcześniej, w latach 70. Gdzieś na przedmieściach Seattle poznajemy kilkoro nastolatków, przede wszystkim Chris, młodą dziewczynę, oraz zauroczonego w niej kolegę ze szkoły Keitha. Ich życie przypominałoby życie większości nastolatków, gdyby nie jeden szczegół: wśród młodzieży szerzy się swojego rodzaju plaga, przenoszona drogą płciową choroba, która skutkuje różnego rodzaju mutacjami. Wkrótce choroba dosięgnie większość bohaterów, dojdzie także do serii zabójstw.

Mutacje skutkują różnego rodzaju naroślami, czasem przypominającymi guzy, a czasem mającymi formę ogona czy dodatkowych ust zlokalizowanych na szyi. W świecie komiksu jest to element codzienności, o którego niesamowitości nikt nie wspomina.

Podobna metafora na młodzieńcze lęki pojawiła się kilka lat temu w filmie „Coś za mną chodzi”, w którym drogą płciową można było przekazać swojego rodzaju klątwę i sprawić, aby zabójcza, niewidzialna istota podążała za kimś innym. Zresztą dzieło Charlesa Burnsa już dawno zainteresowało Hollywood i kilkoro scenarzystów oraz reżyserów pracowało przy projektach jego adaptacji, w tym Neil Gaiman i David Fincher.

Być może niespieszne tempo i luźna konstrukcja komiksu stanowią przeszkodę dla filmowców, ale w swoim medium jego forma jest mistrzowska: nielinearna opowieść pełna wspomnień, snów, halucynacji i wizji w wyjątkowy sposób oddaje gorączkę młodzieńczego życia.

NOWY FILM

Monster, reż. Anthony Mandler, prod. USA, 98 min

fot. socialnews.xyz

Najnowszy dramat sądowniczy dostępny na platformie Netflix już w 2018 roku zadebiutował na festiwalu Sundance, a dopiero teraz trafił do szerokiej dystrybucji. W międzyczasie wzrósł status młodej gwiazdy produkcji Kelvina Harrisona Jr., który to wydaje się być oddalony od prawdziwej sławy o kilka angaży. Kolejny raz po „Waves” oglądamy Harrisona w roli wchodzącego w dorosłość młodzieńca, który wdaje się w problemy z prawem. Kształt produkcji łatwiej zrozumieć, wiedząc, że jest ona adaptacją młodzieżowego bestsellera wydanego w 1999 roku.

Steve Harmon (Harrison Jr.) to sympatyczny licealista stale dokumentujący aparatem i kamerą rodzinę, przyjaciół oraz ulice Harlemu. Poznajemy go, gdy zostaje oskarżony o udział w napadzie zakończonym morderstwem. Podczas gdy Steve szykuje się do procesu, oglądamy jego wspomnienia, w tym interakcje z rodzicami (Jennifer Hudson, Jeffrey Wright), nauczycielem koła filmowego (Tim Blake Nelson) czy wreszcie ze sprawcami napadu (A$AP Rocky, John David Washington).

Twórcom udaje się ukazać energię nastoletniego życia oraz szok aresztowania, ale nie najlepiej współgra z tym często obecna narracja z off-u, przez którą głos Steve’a podaje nam na tacy temat filmu – pytanie, czy jest on tytułowym potworem. Twórcy tylko pozornie pozostawiają to pytanie otwartym, a jednocześnie nie wykorzystują okazji, żeby zniuansować portrety postaci Washingtona i Rocky’ego. Na wierzch wychodzi młodzieżowy charakter materiału źródłowego, chociaż scenarzyści ponoć próbowali dostosować go do potrzeb nie tylko młodej publiki.

Od 1999 roku pojawiło się wiele wrażliwych społecznie dramatów sądowniczych, żeby wspomnieć tylko o najnowszych, opartych na faktach „Jak nas widzą” i „Tylko sprawiedliwość”, co dodatkowo sprawia, że „Monster” wydaje się zbyt prostym, dydaktycznym filmem na dzisiejsze potrzeby. Ciekawy zwrot akcji nie wystarczy, aby to zmienić, ale na pewno sprawia, że produkcja mogłaby posłużyć jako temat szkolnej rozprawki, co być może było zamierzeniem twórców.

Artykuły z tej samej kategorii

Detektyw w twoim domu

Kryminał jest gatunkiem bardzo popularnym w kinematografii i prozie. Filmy oraz seriale z zabójstwem w tle wciąż zaskakują nowymi pomysłami na błyskotliwe wyjaśnienia motywów i przebiegu...

Nieznajomi czy znajomi?

Jak wiele tajemnic kryje się w telefonie przeciętnego człowieka? Czy będąc z przyjaciółmi jesteśmy w pełni sobą? Te i inne pytania stawia przed oglądającymi film „(nie)znajomi”,...

Najpiękniejsze piosenki świąteczne 

Przed nami magiczny czas – Święta Bożego Narodzenia. Dni wytchnienia i radości, przepełnione zapachem domowych wypieków i jemioły. A także niesamowitych dźwięków. Nie tylko kolęd. Są takie...