poprzedni artykułnastępny artykuł

Co nas czeka w 2023 roku? Komentarz ekonomiczny.

„Oby kończący się rok był gorszy od nadchodzącego” – takie życzenia były popularne wśród wielu ludzi w Nowym Roku 2023. 

Przemijanie to jedna z podstawowych cech naszego życia, coś się kończy, a coś nowego zaczyna. Dywagacje egzystencjalne towarzyszą nam często w okresie Sylwestra i Nowego Roku, wyznaczamy nowe cele, podsumowujemy minione działania. Nie uciekniemy jednak od przeszłości i zdarzeń, które już miały miejsce, ponieważ to one determinują naszą obecną sytuację. W świecie ekonomii 2022 rok był, jak każdy inny, niezwykle ciekawym okresem i z tym bagażem wchodzimy w kolejny. Spróbujmy przyjrzeć się temu czego na chwilę obecną możemy się spodziewać i jak to może wpłynąć na nasze życie. 

Pandemia się kończy

To określenie chciałby usłyszeć i ogłosić cały świat, niestety czasownik „kończyć się” jest niedokonany… Jesteśmy w procesie końca, jednak wielu ekonomistów cały czas wskazuje właśnie pandemię za jedno z największych zagrożeń dla gospodarek w tym roku. Mimo iż w Europie i USA wyszliśmy już z lockdownów, to jeśli spojrzymy na „fabrykę świata” – Chiny, obraz jest zgoła inny. Poluzowanie polityki “Zero COVID” spowodowało, że ponownie wielu chińczyków choruje i nad tą gospodarką znowu mogą zawisnąć czarne chmury lockdownu. Oznaczałoby to ponowne zerwanie łańcuchów dostaw, chińskiego popytu i eksportu. Niektóre gałęzie gospodarki do tej pory nie „naprawiły się” po lockdownach, a za rogiem czeka powtórka horroru. Dla ludzi zaangażowanych w handel i relacje z Chinami może to być kolejny trudny rok. 

Wojna na Ukrainie trwa

Ekonomiczne skutki wojny, zaraz za społecznymi, są najbardziej dotkliwe dla Ukrainy i będą im towarzyszyć przez dekady. Według różnych prognoz PKB naszego sąsiada spadło w zeszłym roku nawet o 40%. 2023 rok wcale nie będzie lepszy z tej perspektywy. Nie wiemy ile będzie trwała agresja i jakich zbrodniczych czynów dopuszczą się jeszcze rosyjskie wojska. Fala uchodźców, niszczenie infrastruktury i ogólne wyniszczanie narodu ukraińskiego mają swoje wymierne konsekwencje gospodarcze.

Ta wojna to również spore zaangażowanie społeczne i ekonomiczne krajów z wielu części świata. Pomoc Polski i Polaków liczona jest w miliardach złotych, a to jeszcze nie koniec potrzeb. Na ile będzie stać społeczność międzynarodową we wspieraniu walczącej Ukrainy może okazać się w tym roku. Sama sobie ekonomicznie nie poradzi, a malkontentów na pewno nie zabraknie. 

Budżet Państwa Polskiego

Według ustawy budżetowej w 2023 roku dochody państwa wyniosą 604,7 mld zł, a wydatki 672,7 mld zł, co oznacza, że deficyt wyniesie 68 mld zł. Ustawa ma być podpisana przez Prezydenta pod koniec stycznia, jednak te założenia już teraz budzą wielki niepokój. Skąd weźmiemy 68 mld? Oczywiście zadłużając się. Polska od początku istnienia III RP ani razu nie miała równoważącego się budżetu, nie mówiąc już o nadwyżce. Dołożenie do zadłużenia się państwa na kolejne miliardy złotych oznacza, że nie odwrócimy tego trendu, a wręcz go wzmocnimy. Kiedyś przyjdzie nam za to zapłacić, jeszcze nie teraz, jednak 2022 rok pokazał, że odsetki jakie płacimy od długu rosły, a to oznacza, że płacimy coraz więcej za możliwość pożyczania. 2023 rok wygląda o tyle pewniej, że póki co nie grozi nam bezpośredni konflikt militarny, a co za tym idzie inwestorzy z trochę mniejszymi obawami podchodzą do pożyczania nam pieniędzy. 

Makroekonomia

W ustawie budżetowej założono również, że deficyt sektora finansów publicznych będzie na poziomie ok. 4,5% PKB, a dług sektora instytucji rządowych i samorządowych na poziomie 53,3% PKB. W projekcie przyjęto, że PKB w 2023 r. wzrośnie o 1,7%, a średnioroczna inflacja wyniesie 9,8% Spójrzmy jednak nieco szerzej.

Według średniej z prognoz 27 ankietowanych przez „Rzeczpospolitą” zespołów analitycznych i ekonomistów PKB Polski w 2023 roku wzrośnie o niespełna 0,5%, a inflacja osiągnie szczyt na poziomie 20-22%, by potem spadać do końca roku. W tych średnich kryją się oczywiście pesymiści zakładający recesję oraz optymiści, którzy dopatrują się wzrostu powyżej 1%. 

Z kolei Polski Instytut Ekonomiczny przewiduje wzrost PKB na poziomie 1,2% oraz inflację na poziomie 13%. 

Konfrontując założenia budżetowe z opiniami ekspertów widzimy optymizm wśród rządzących. Kto będzie miał rację, okaże się dopiero na koniec roku. Na chwilę obecną widzimy, że inflacja nie ma powodów do spadku. Sytuacja wygląda trochę tak, jakby wszyscy nabrali powietrza w płuca i czekali na „samodzielne” rozstrzygnięcie się tej sprawy. Co jednak widzimy już teraz to znaczny spadek oczekiwań rozwojowych. W poprzednich latach PKB Polski, poza 2020, rosło znacznie powyżej 4%, teraz optymiści oczekują zaledwie okolic 1%. Całą Europę czeka spowolnienie gospodarcze i nikt tego nie kryje. Wzrost cen dóbr podstawowych takich jak energia czy żywność dotyka każdego, a to przekłada się na dalsze wzrosty cen. Ekonomiści przewidują również spadek konsumpcji z powodu spadku wartości pieniądza i wzrostu cen. Czy ta spirala w końcu się zakończy? Zobaczymy na żywo. 

Ciekawym obszarem są również inwestycje. W otoczeniu wysokiej inflacji, stosunkowo niskiego bezrobocia i wielu niepewności geostrategicznych i gospodarczych, inwestowanie jest ostatnią rzeczą o jakiej myślą przedsiębiorcy. Ten rok może być okresem wyczekiwania i nastawiony na przetrwanie aniżeli na rozwój. Jest to istotna składowa PKB każdego kraju, a jej zastój może pogłębiać atmosferę kryzysu. 

Wybory za rogiem

Na jesieni tego roku odbędą się w Polsce wybory parlamentarne. Mimo, iż kampania wyborcza jeszcze oficjalnie nie wystartowała, warto już zacząć zbierać potencjalne pomysły gospodarcze, jakie przedstawiają nam poszczególni kandydaci i ich partie. Wybory to zawsze festiwal obietnic, nierzadko oderwanych od rzeczywistości i opartych tylko na populizmie i chwilowych zachwytach niezorientowanych w realiach gospodarczych obywatelach. W obliczu trudnej sytuacji ekonomicznej, obszar gospodarczy może okazać się sporym placem boju między głównymi partiami na rozwiązania i recepty gospodarcze. Zobaczymy czy będziemy świadkami beztroskich licytacji na to „kto da więcej?” czy raczej merytorycznej dyskusji jak realnie pomóc polskiej gospodarce wyjść z obecnej sytuacji. Istnieje w ekonomii cykl wyborczy, który opiera się właśnie o kalendarz wyborczy danego kraju. Właśnie ten okres zazwyczaj utożsamiany jest ze wzrostem wydatków publicznych z racji „spełniania” obietnic wyborczych i zachęcania do siebie niezdecydowanych obywateli. 

A co dla nas?

W 2023 rok wchodzimy z dużą ostrożnością ekonomiczną. Makroekonomiczne spowolnienie gospodarcze i inflację będziemy odczuwać na własnej skórze poprzez coraz wyższe rachunki w sklepach, węższe perspektywy zawodowe, a nawet stagnację. Spada wartość nabywcza naszych pieniędzy, przez co kupimy mniej niż rok temu. Spadek wzrostu inflacji nie oznacza, że ceny będą spadać, tylko, że będą wolniej rosły. Ta perspektywa wcale nie jest nad wyraz pocieszająca dla naszych portfeli.

W tym roku będziemy świadkami dwukrotnego podniesienia płacy minimalnej. Będzie to gest w stronę najmniej zarabiających, jednak ponownie napędzi to inflację płacową i wpłynie na wzrost cen. Najgorszym rozwiązaniem może okazać się redukcja etatów i wzrost bezrobocia spowodowany spadkiem zamówień i inwestycji. Warto zwiększać zatem swoje kompetencje, aby być zawsze wartościowym podmiotem na rynku pracy. 

Podsumowanie

Jak co roku wchodzimy w Nowe z pewną dozą nadziei, nowymi planami i postanowieniami. Nie inaczej jest w świecie ekonomii, chcemy aby czarne chmury przeszły bokiem, a pesymistyczne prognozy były tylko powodem do śmiechu za rok. To, który z ekonomistów ma rację przekonamy się na koniec roku. Powyższe tematy to tylko wybrane obszary sytuacji gospodarczej. Wszystko na świecie dzieje się bardzo dynamicznie, nie jesteśmy w stanie wszystkiego przewidzieć, rozpoznać z wyprzedzeniem wszystkich zmiennych i zachowań, zatem wszystko to co powyżej może okazać się nazbyt optymistyczne lub na odwrót. 

Oby życzenia ze wstępu do tego artykułu okazały się prorocze.

Artykuły z tej samej kategorii

Czy Polska może zbankrutować?

Szereg negatywnych wiadomości gospodarczych dociera do nas z szeroko rozumianego mainstreamu coraz szerszym strumieniem. Media prześcigają się w wiadomościach o kryzysie gospodarczym, szalejącej...

Masz już parę lat, czujesz, w co się gra. Pokolenie Z na rynku pracy

Następnym pokoleniem młodych Polaków, który właśnie wchodzi na rynek pracy, to osoby urodzone między 1998 a 2010 rokiem. To pokolenie charakteryzuje się bardzo wysoką...

Niewidzialna ręka rynku – czy nadal działa?

Podejmując dyskusje na tematy gospodarcze lub polityczne, coraz częściej można spotkać się z teorią tzw. niewidzialnej ręki rynku. Jakie faktycznie jest...