poprzedni artykułnastępny artykuł

Wszystko za życie – historia Christophera McCandlessa

Co sprawiło, że pochodzący z dobrze sytuowanej rodziny, wykształcony, zakochany w dziełach Tołstoja młody człowiek porzucił swoje dotychczasowe życie i stał się włóczęgą Alexandrem Supertrampem?

Christopher McCandless przez swoją tragiczną śmierć stał się jednym z najsłynniejszych wędrowców i autostopowiczów. Za sprawą książki Jona Krakauera Wszystko za życie, a także filmu Seana Penna – o tym samym tytule – odcisnął swe piętno w światowej popkulturze i został symbolem młodzieńczego buntu.

Nie można się oprzeć wrażeniu, że urodzony w 1968 roku Christopher intensywnie poszukiwał swojej życiowej drogi. Sprzeciwiał się konsumpcjonizmowi i sztywnym ramom społecznym, które narzucała cywilizacja XX w. Mimo swoich poglądów ukończył jednak Uniwersytet Emory’ego w 1990 roku na kierunku historii i antropologii.

Warto zaznaczyć, że ojciec chłopaka Walt McCandless był inżynierem NASA i wraz ze swoją żoną Billie mocno wpajali swoim dzieciom, jak ważną rolę w życiu odgrywa wykształcenie i kariera. Możemy sobie tylko wyobrazić, do jakich spięć dochodziło z powodu różnicy poglądów między niepokornym Chrisem a jego rodzicami.

Narodziny Alexandra Supertrampa

Wiadomo, że w trakcie studiów młody Amerykanin dużo czasu spędzał w bibliotece i prowadził niemal ascetyczny tryb życia. Kulminacyjny moment przyniósł rok ukończenia uczelni. To wtedy miała się na dobre rozpocząć dalsza naukowa ścieżka chłopaka.

Christopher zmienił jednak tożsamość – nazwał się Alexandrem Supertrampem i całkowicie urwał kontakt z rodziną. Pieniądze zgromadzone w funduszu wpłacił na cele charytatywne i wyruszył w wymarzoną podróż. Niepokorny bohater to, co potrzebował, zmieścił w plecaku.

W trakcie swojej włóczęgi McCandless dotarł m.in. do Arizony, Kalifornii, Dakoty Południowej, a nawet Meksyku. Często balansował na granicy życia i śmierci – w trakcie swojej wędrówki często głodował, zaś podczas spływu kajakowego niemal utonął.

Spotykał także wielu ludzi, z którymi podejmował rozmowy na rozległe tematy egzystencjalne. Zaprzyjaźnił się m.in. ze staruszkiem, który otoczył go rodzicielską opieką. Mężczyzna polubił Christophera do tego stopnia, że pragnął go nawet zaadoptować.

Alaskańska odyseja

Zwieńczeniem jego włóczęgi miało być udanie się do wymarzonej Alaski. Christopher próbował sprawdzić się w niesprzyjającym klimacie, pozbawionym obecności drugiego człowieka. Jego schronieniem stał się słynny zielony autobus nr 142, który docelowo służył myśliwym w czasie polowań. W książce zapisywał relacje z upływających dni. W celu przeżycia sam polował na wiewiórki i ptaki. Udało się mu nawet zastrzelić łosia.

Niestety nie miał pojęcia, że przekazana mu przez myśliwych z Dakoty Południowej wiedza na temat metody konserwacji mięsa nie nadawała się do zastosowania także na Alasce. W rezultacie doszło do procesu gnilnego upolowanej zwierzyny, co spowodowało u młodego idealisty ogromne wyrzuty sumienia z powodu marnotrawstwa oraz bezsensownego zabicia zwierzęcia.

Po dwóch miesiącach izolacji na odludziu Christopher miał w planach powrót do cywilizacyjnego świata. Niestety droga, którą pierwotnie przywędrował, została całkowicie zalana przez podniesiony poziom wód Teklaniki. Chris, który nie posiadał mapy topograficznej, nie miał pojęcia, że niespełna kilometr dalej znajdowała się stacja pomiarowa Amerykańskiego Towarzystwa Geologicznego, gdzie możliwe było przedostanie się na drugą stronę – przy użyciu zamontowanej tam stalowej liny. Zrozpaczony Amerykanin musiał udać się z powrotem do autobusu.

Deficyt kaloryczny w połączeniu z prawdopodobnym zatruciem się jednym z gatunków niejadalnego ziemniaka lub rośliny sprawiły, że McCandless umarł w samotności. Jego ciało zostało znalezione niespełna trzy tygodnie po śmierci. Wśród pozostawionych zapisków Christophera, jak i wezwań o pomoc, można było odczytać także znamienne, pożegnalne słowa: Miałem szczęśliwe życie i dzięki Ci, Panie. Do widzenia i niech Bóg Was wszystkich błogosławi.

Zielony autobus 142

Z czasem historia Chrisa stała się tematem powszechnej dyskusji. Część osób zachwyciła się jego buntowniczą postacią, zaś pozostała grupa zarzuciła mu lekkomyślność i egoizm. Autobus nr 142 stał się miejscem pielgrzymek wielu jego naśladowców. Jednakże z powodu wypadków (podobno nawet śmiertelnych), które odnotowano wśród wędrowców próbujących się tam dostać – burmistrz okręgu Denali podjął decyzję o przetransportowaniu słynnego pojazdu.

Artykuły z tej samej kategorii

Z Konceptem w Polskę – województwo opolskie

Dajcie się zabrać na wycieczkę po Opolszczyźnie.

Bożonarodzeniowe tradycje na świecie

Doskonale wiemy, jak celebruje się Boże Narodzenie w Polsce. A jak wyglądają świąteczne tradycje w egzotycznych krajach? Postanowiliśmy zapytać o to obcokrajowców z różnych zakątków...

Wah Gwaan, Jamaica

Rajskie plaże z białym piaskiem zamiast śniegu, kolonialne wspomnienia przy rumie, ale bez herbaty i dwóch królów wyspy, którzy przynoszą więcej radości niż sezonowy...