poprzedni artykułnastępny artykuł

Być jak świnka morska, czyli doktorant na uczelni

Pierwszą kwestią, którą trzeba wziąć pod uwagę przed podjęciem misji napisania rozprawy doktorskiej, jest ustalenie własnego statusu zawodowego. W czym rzecz? Należy się poważnie zastanowić, czy ma się w ogóle czas na zawracanie sobie głowy doktoratem. Jeśli osoba pracuje – fatalnie! Okres poświęcony na sen spadnie do niezbędnego minimum przez nawał starych i nowych obowiązków. Jeśli osoba jest bezrobotna – również nie za dobrze. Znalezienie pracy będzie prawdziwym wyzwaniem. Kto by chciał zatrudnić człowieka na ¾ etatu, dodatkowo godząc się na częste nieobecności w firmie? W najlepszym położeniu są doktoranci pracujący mobilnie. Wystarczy laptop, smartphone, tablet lub jakiekolwiek inne urządzenie pozwalające na natychmiastowe połączenie z internetem. W ten sposób „robotę” można przynosić na uczelnię.

Robić za jelenia, tudzież małpę w cyrku

W ciągu roku akademickiego, doktorant obowiązkowo uczestniczy w zaplanowanych przez siebie praktykach dydaktycznych. W ich skład wchodzi najczęściej prowadzenie wykładów lub ćwiczeń dla studentów. Obiektywnie można uznać, że jest to jedna z najprzyjemniejszych rzeczy na doktoracie. Doktorant staje się dla studenta prawdziwym autorytetem, a zajęcia przebiegają bez problemów. Tyle w teorii. Jeśli chodzi o praktykę, zdarzają się różne zgrzyty. Czemu Autor wspomniał wyżej o „ostatecznym planie zajęć”? Wynika to z tego, że na uczelniach brakuje osób do prowadzenia fakultetów. Dlatego na doktoranta wielokrotnie może czekać niespodziewana wiadomość od dziekana, lub, co jest bardziej prawdopodobne, od swojego opiekuna naukowego z propozycją „nie do odrzucenia” dotyczącą kilku(nastu) dodatkowych godzin praktyk. Zawsze wypada się zgodzić. W końcu nie ma żadnego sensu wywoływać konfliktu z osobą, od której zależy nasza przyszłość na studiach – zwłaszcza, gdy tak „usilnie prosi o pozytywną odpowiedź”. Pół biedy, kiedy da się szybko nauczyć informacji potrzebnych do realizacji ćwiczeń. Natomiast bywa i tak, iż zostają nam przydzielone zadania, o których nie mamy najmniejszego pojęcia i nie ma czasu, by się tego nauczyć. Co robić w takim wypadku? Wydaje się, że najlepsze wyjście to NIC. Studenci natychmiast zorientują się, że ich „wykładowca” nie jest należycie przygotowany. Powinno się tylko przeprosić ich w imieniu uczelni. Na koniec warto tylko dodać jedną rzecz – nie, doktoranci nie są opłacani za prowadzenie zajęć.I tyle w temacie.

Miliony monet

Drażniącą tematyką na studiach doktoranckich są problemy ze stypendiami. W zależności od uczelni: wszyscy doktoranci dostają, część doktorantów dostaje lub żaden doktorant nie dostaje funduszy. Zdarza się, że uczelnia przyjmuje za dużo kandydatów. Pięćdziesiąt osób na kierunku to już sporo. Co powiedzieć w takim razie o stu lub dwustu studentach trzeciego stopnia? Przez takie „otworzenie rynku” tylko pewien procent ludzi może otrzymać stypendium. Szkoły wyższe z wydziałowymi limitami miejsc nie mają takich trudności. Tam wszyscy doktoranci odbierają należną gotówkę.

Na uczelniach, na których jest wielu doktorantów można składać wnioski o przyznanie stypendium. Progi i wymagania do wniosków mogą się ciągle zmieniać. Nie do końca wiadomo w jakie wydarzenia należy się angażować w konkretnym roku. Przykładowo, ktoś zorganizował multum konferencji naukowych, po czym nagle dowiaduje się, że taka działalność nawet nie będzie punktowana. Komisje rozpatrujące wnioski, w skład których wchodzą też sami doktoranci, również nie działają najlepiej. Doktorant wykazuje we wniosku napisanie książki, po czym każdy rozdział z tej publikacji jest przez zespół komisyjny punktowany osobno! Aż trudno to skomentować.

Rozprawa

W artykule w ogóle nie pojawia się temat samej pracy doktorskiej. Ma to swoją zasadniczą przyczynę. Według danych Narodowego Centrum Nauki stale rośnie liczba osób składających papiery na studia doktoranckie. Za to procentowy wskaźnik ludzi, którzy są przyjmowani i uzyskują stopień Doktora nadal jest ten sam – 5 %. To wystarcza za cały komentarz. Przez notoryczny „wyścig szczurów” za stypendiami, osiągnięciami naukowymi i obowiązkowymi wykładami traci się z oczu główny cel tych studiów. A chyba nie o to jednak chodziło.

Czym jest szkoła doktorska? Czytaj w Magazynie Koncept.

Artykuły z tej samej kategorii

Czy szkoła rzeczywiście wychowuje?

Czy obecny system edukacji naprawdę spełnia swoje zadanie? 🤔Zobacz, jakie wyzwania stoją przed dzisiejszymi szkołami i dlaczego warto zadbać...

Ile nóg ma pantofelek?

Jak uczynić naukę bardziej atrakcyjną i skuteczną, pozbywając się schematycznego podejścia do edukacji? Jak wydobyć z uczniów potencjał i...

Jaka będzie przyszłość szkolnictwa

Jak będzie wyglądać przyszłość szkolnictwa? Jak poradzić sobie z nadmiernym stresem, przeładowaniem materiałem oraz brakiem indywidualnego podejścia w szkolnictwie...