poprzedni artykułnastępny artykuł

Bo do tanga trzeba dwojga

Krzysztof Cugowski to żywa legenda polskiej muzyki rockowej. Śpiewane przez niego przeboje pokochała cała Polska. Były wokalista Budki Suflera uczcił swoje okrągłe urodziny i trwającą pół wieku karierę sceniczną wyjątkowym albumem, symbolicznie zatytułowanym „50/70 Moje najważniejsze”. Artysta podzielił się z nami swoimi wspomnieniami, a także opowiedział o najbliższych planach. Z artystą rozmawia Kamil Kijanka.

Świat według mnie w ogóle jest dziwny, choć z drugiej strony, kiedy ja zaczynałem swoją przygodę z muzyką, moi rodzice myśleli tak samo. Normalna sztafeta pokoleń.

Miałem szczęście do mistrzów pióra. Andrzej Mogielnicki czy Adam Sikorski nie są tekściarzami, tylko poetami.

Kamil Kijanka: Jak znosi Pan ten wyjątkowo trudny czas?

Krzysztof Cugowski: Na szczęście ze zdrowiem jest wszystko w porządku. Całą tę sytuację znoszę jednak źle, jak chyba wszyscy. Najgorsza jest niepewność. Nie wiemy, jak będzie wyglądała najbliższa przyszłość. Najbardziej współczuję ludziom młodym, którzy nie mogą realizować swoich celów. Żyjemy w bardzo dziwnych czasach.

Pan również, z tego, co słyszałem, nie powiedział ostatniego słowa i ma kolejne plany. Czy to prawda, że ma ukazać się Pańska biografia?

Są takie plany. Na pewno napisze ją Marek Sierocki. Cieszę się na myśl, że w czasie pandemii, gdy nie mam zbyt wielu zajęć, będę mógł się skupić na tym projekcie. Jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem, niebawem weźmiemy się do pracy. Na pewno książka się ukaże. A kiedy? Trudno powiedzieć.

Żadne wyzwanie nie jest Panu straszne, co potwierdził Pan chociażby poprzez gościnny udział w hip-hopowym utworze Rozbójnika Alibaby „Zbyt wiele” razem z raperem znanym jako VNM.

(śmiech) Nie ma się czego bać. Wszystkiego trzeba w życiu spróbować. Nie jestem wielkim miłośnikiem tej muzyki, więc kiedy otrzymałem tę propozycję, byłem dość mocno zdziwiony. Jednocześnie zadałem sobie pytanie: dlaczego by nie spróbować? Ostatecznie mogę powiedzieć, że mam za sobą debiut w hip-hopowej rodzinie. Było to dla mnie bardzo ciekawe doświadczenie, choć szalenie dziwne. Świat według mnie w ogóle jest dziwny, choć z drugiej strony, kiedy ja zaczynałem swoją przygodę z muzyką, moi rodzice myśleli tak samo. Normalna sztafeta pokoleń. Interesujące jest jednak to, że utwór ma w tej chwili ponad 15 milionów wyświetleń na YouTubie. Część piosenek, które nagrałem razem z Budką Suflera, nie zbliżyła się do tego wyniku…

W ubiegłym roku ukazała się Pana płyta „50/70 Moje najważniejsze”. Trudno było wyselekcjonować te kompozycje?

Oczywiście, że tak. Przy wyborze braliśmy pod uwagę wiele aspektów, lecz nie to, czy piosenka była mniej lub bardziej popularna. Na albumie są te kompozycje, które lubię. Pamiętając jednocześnie o tym, że jest to płyta dla ludzi, a nie dla mnie. Na wstępie było znacznie więcej utworów, ale ostatecznie musieliśmy ograniczyć się do kilkunastu. Są tam piosenki z różnych okresów mojej działalności, jak chociażby „Blues George’a Maxwella” – utwór, który zarejestrowaliśmy w marcu 1970 roku jako pierwszy w życiu. Do tego nagraliśmy jedną piosenkę premierową, niejako zamykającą klamrą i spinającą to wszystko w całość.

Na albumie znalazła się m.in. „Nowa Wieża Babel”, której tekst nie stracił na aktualności.

Główną siłą tego utworu jest fantastyczny tekst. Co ciekawe, został wykorzystany do kilku prac magisterskich i przynajmniej jednej pracy doktorskiej. To, że nadal jest aktualny, pokazuje kunszt jego autora. Miałem szczęście do mistrzów pióra. Andrzej Mogielnicki czy Adam Sikorski nie są tekściarzami, tylko poetami. Nie boję się użyć tego stwierdzenia, że śpiewałem teksty poetów, a ten napisany do „Nowej Wieży Babel” jest jednym z najpoważniejszych, jaki wykonywałem w życiu.

„Nowa Wieża Babel” pochodzi oczywiście z albumu „Nic nie boli, tak jak życie”, którego największym przebojem jest „Takie tango”. Spodziewał się Pan takiego sukcesu?

Nikt się tego nie spodziewał! Z przebojami tak już jest. Nie ma na nie patentu. One przychodzą same, zupełnie nieoczekiwanie. Tak też było z „Takim tangiem”. Przecież na okładce „Nic nie boli, tak jak życie” znajduje się informacja, że album „zawiera przebój Jeden raz”. Stąd wiadomo, że to miała być lokomotywa tej płyty. Życie pokazało inaczej.

Zespół Mistrzów, fot. Jacek Poremba.

Podobno nie był Pan przekonany do „Takiego tanga”.

Nie tylko nie byłem, ale i nie jestem przekonany do dziś. To nie do końca moja bajka. Ja jestem muzykiem rockowym, a to popowa piosenka. Okazało się jednak, że właśnie ona przyniosła nam niewiarygodną popularność. Absolutnie szanuję i zdaję sobie sprawę, co jej zawdzięczamy. Czy jednak ją lubię? Niekoniecznie.

A „Sen o dolinie” Pan lubi?

Oczywiście. Gdyby nie ten utwór, prawdopodobnie dziś byśmy nie rozmawiali. Miałem wówczas 24 lata. Był to czas, kiedy graliśmy już kilka lat i byliśmy kojarzeni w Lublinie, ale nic poza tym. Pieniędzy z tego wielkich nie było i przychodziły takie myśli, że trzeba będzie porzucić marzenia o muzyce i znaleźć zajęcie, które zapewni tzw. przyszłość. Na pomysł z tym utworem wpadł śp. Jurek Janiszewski, dziennikarz z lubelskiego radia i chodząca encyklopedia muzyki rockowej. Nie wszystkie stacje radiowe podeszły entuzjastycznie do tego utworu. Trudno się dziwić. Lata Gierka, gdy określano nas „dziesiątą potęgą ekonomiczną świata”, a tu facet zaczyna śpiewać „Znowu w życiu mi nie wyszło” (śmiech). Jedynka tego nigdy nie grała. Za to rozgłośnia harcerska już tak. Potem Trójka. Dzięki temu staliśmy się znani wśród młodzieży. „Sen o dolinie” sprawił, że po raz pierwszy usłyszano o nas w całej Polsce i nasza karawana ruszyła. Po tym sukcesie dostaliśmy propozycję nagrania płyty i w 1975 roku ukazał się „Cień wielkiej góry”. Album okazał się wielkim artystycznym sukcesem. Tak to się zaczęło.

Na debiutanckim albumie Budki Suflera znajduje się m.in. suita rockowa „Szalony Koń”. Ile prawdy jest w tym, że w czasie sesji nagraniowej do tego utworu ze studia został wyproszony Czesław Niemen?

Jak to z informacjami w internecie bywa, nie wszystkie są do końca prawdziwe. Może i coś tam dzwoni, ale nie do końca wiadomo, w którym kościele. A było tak: nagrania realizował profesor Janusz Urbański – dla nas, młodych, był to starszy pan, dla którego nasze pomysły były niemożliwe. Był także skonfliktowany z Niemenem. Jako że znaliśmy Czesława, poprosiliśmy go, by pożyczył nam instrumenty.  Jako jedyny miał w Polsce syntezator Mooga, dysponował także organami Hammonda. Kiedy profesor zobaczył go w reżyserce, był bardzo niezadowolony, ale nic poza tym. Czesław był w końcu naszym gościem.

A w jakich okolicznościach poznaliście się z Romualdem Lipko?

Spotkaliśmy się w pierwszej klasie szkoły podstawowej, w szkole muzycznej, mieliśmy wówczas po siedem lat. Ja grałem na fortepianie, a Romek na trąbce. Potem poszedłem do ogólniaka, do którego rok później dołączył Romek. Byliśmy ze sobą związani w sumie ponad sześćdziesiąt lat. To duża rzecz.

Jest Pan w stanie wybrać jeden ulubiony utwór Budki Suflera?

Nie. To niemożliwe. Jest ich przynajmniej kilka. Są utwory, które lubię, ale i takie, do których mam stosunek obojętny lub po prostu za nimi nie przepadam. Po pewnym czasie człowiek zaczyna obiektywnie patrzeć na własną twórczość.

To może na koniec zdradzi Pan, czy myśli o kolejnych muzycznych projektach?

Teraz z Zespołem Mistrzów, jak większość artystów, niestety ograniczyliśmy działalność. Mamy za to przygotowany materiał na nową płytę, lecz musimy poczekać na rozwój sytuacji. Nagrywanie albumu przy braku możliwości koncertowania i tym samym promocji płyty nie ma obecnie większego sensu. Mogę jedynie zdradzić, że mamy ciekawy pomysł na nowy materiał. Wielu słuchaczy może poczuć się zaskoczonych. Będzie to zupełnie inna płyta niż dotychczasowe.

Aut. Kamil Kijanka

Artykuły z tej samej kategorii

Światowy Dzień Sztuki

15 kwietnia przypada Światowy Dzień Sztuki. Sztuka towarzyszy nam praktycznie od początku cywilizacji. Jest sposobem na to, aby zachwycić, wzruszyć, zrelaksować....

Jezus postawił na głowie moralność, prawo i obyczaje

Wielkanoc zbliża się wielkimi krokami. Z tej okazji nie podamy Wam przepisu na najlepszy żurek czy paschę. Zastanowimy się m.in. nad tym, czy o Jezusie można mówić jako...

Recenzje – kwiecień

Sprawdźcie, jakie książki i filmy polecamy Wam w kwietniu.