poprzedni artykułnastępny artykuł

Badanie obrazowe


Badanie obrazowe

Na podstawie art. 9b ust. 1 ustawy z dnia 27 lipca 2005 r. – Prawo o szkolnictwie wyższym (Dz. U. Nr 164, poz. 1365, z późń. zm.) i rozporządzenia Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego z dnia 12 lipca 2007 r. w sprawie standardów kształcenia dla kierunku lekarskiego i innych – można wysnuć szybki wniosek, że absolwent studiów medycznych to chodzący po tej Ziemi geniusz. Nie dość, że aby dostać się na studia, musi znać budowę lancetnika, to kończąc je, nieomal wie, jak zbudować człowieka z nitki i sznurka.

Rozporządzenie informuje o obowiązującej minimalnej liczbie godzin zajęć i praktyk (5700), a także o praktycznym profilu nauczania. To jest tak żałosne, że aż śmieszne. Na tym nie poprzestaję chichotać, zapoznając się z ogólnymi założeniami efektu kształcenia, czyli umiejętnością nawiązania i utrzymywania głębokiego, pełnego szacunku kontaktu z chorym, kierowaniem się jego dobrem stawiając je na pierwszym miejscu. W obliczu narastających obostrzeń i oskarżeń o błędy medyczne, twierdzę, że w programie studiów powinien być zawarty obowiązkowy kurs z prawa karnego.

Uczelnie medyczne powinny poświęcić około 2000 godzin na nauki kliniczne [?!]. Wg definicji słownika języka polskiego, „praktyka” to doświadczenie, które jest nabywane dzięki takiemu działaniu, to jest praktykowaniu. Nabywam doświadczenia w przybieraniu coraz bardziej innowacyjnych pozycji siedzących.

Jestem już blisko finiszu tego ultra maratonu. Coraz bardziej bolą mnie pośladki, pomimo zainwestowania w wygodny fotel, bo poza pracą umysłową, pracuje się tu głównie pośladkami. Chciałoby się czasem mieć chociaż z tego satysfakcję, ale mogę zapewnić wszystkich, że „dupo-godziny” na kolejnych seminariach nie przynoszą i nie przyniosą oczekiwanych rezultatów.

Nie tylko my, studenci, zdajemy sobie sprawę z naszego żałosnego położenia. Jest to nader często powtarzane przez prowadzących zajęcia. W sumie to nie jestem zdziwiona – sama bym wstała i opuściła salę, widząc twarze posępne, niezainteresowane, przeglądające nowe feedy.

Kurs medyczny oparty jest na nauczeniu studenta wszystkiego. Zaoferowaniu mu możliwości zetknięcia się z każdym rodzajem specjalizacji, aby mógł odnaleźć tę jedyną i pójść za głosem serca. To piękne. Niemniej jednak, nie przekonuje mnie słuchanie prelekcji o kolejnej chorobie, której definicję bez trudności znajduję w podręczniku, a boli mnie głowa i dupa od siedzenia w ciasnej i dusznej salce seminaryjnej, upchniętej na strychu lub w podziemiach szpitala, gdzie pacjentów, chorych można dojrzeć jedynie przez jej okno, ale to
z kolei tylko tych zdrowszych, którzy wyszli celem dotlenienia się nową porcją nikotyny.

Boję się dnia, kiedy uzyskam dyplom lekarza – skończą się czasy groteski i odpowiedzi typu: nie wiem, nie nauczyłam się, było piwo, był mecz Polski, Mikołajki, Dzień Kobiet/Chłopaka, miałam okres, zmarła mi babcia (po tym jak została wskrzeszona, aby znów wykorzystać jej zgon). Zacznie się życie – praca z ludźmi cierpiącymi, zdezorientowanymi, ich rodzinami i roszczeniowymi osobami. Studia nie przygotowują mnie do pracy w korporacji, a w dzisiejszej metodzie zarządzania jednostkami medycznymi – zdecydowanie powinny.

Codziennie wstaję około siódmej, aby pójść do szkoły, wysiedzieć swoje lekcje i wyjść do domu. System finansowania kieruje pieniądze na studenta niezależnie, czy ma w głowie siano czy olej. Można słyszeć wykład, ale go nie słuchać. Jakość kształcenia leci na łeb, na szyję! Dziwi mnie, bo przez to samo przechodzili moi nauczyciele, a najwyraźniej lekcji nie odrobili, nie przełożyli zdobytego rozgoryczenia na budowanie nowego systemu doskonalenia i jego zmiany.

Ja widzę dużo sprzeczności pomiędzy tym, co mi obiecywano a tym co dostaję. Pokładam nadzieję, że nie zapomnę o dysproporcji i nie obudzę się pewnego pięknego ranka po drugiej stronie barykady z klapkami na oczach.

Pchanie milionów na naszą naukę uważam za zmarnowane w ogromnej części.

Pozdrawiam znad podręcznika do radiologii, przygotowując się do egzaminu testowego z badań obrazowych.

Agnieszka Witkowska

CYTAT:

Boję się dnia, kiedy uzyskam dyplom lekarza – skończą się czasy groteski i odpowiedzi typu: nie wiem, nie nauczyłam się, było piwo, był mecz Polski, Mikołajki, Dzień Kobiet/Chłopaka, miałam okres, zmarła mi babcia (po tym jak została wskrzeszona, aby znów wykorzystać jej zgon)

 

 

     

Artykuły z tej samej kategorii

Kanapka z salami i serem szwajcarskim

Czyli jak zrobić coś wielkiego. Znasz to uczucie, kiedy planujesz zrealizować duże zadanie? Poświęcasz wiele chwil rozmyślaniu nad tym i uświadamiasz sobie,...

Zatrzymaj się!

Żyjesz w biegu, a codzienność ucieka ci przez palce? Twoja doba mogłaby mieć więcej godzin, abyś wyrobił się ze wszystkim co chcesz osiągnąć? Zatrzymaj się...

Jak pomóc sobie w nauce?

Zbliżający się nieubłaganie początek sesji zimowej skłania do zastanowienia się nad efektywnymi sposobami nauki. Czy rzeczywiście wystarczy tylko systematyczność? W jaki sposób poprawić i przyspieszyć...