poprzedni artykułnastępny artykuł

Anna Popek: Warto być grzecznym

Eric Berne, autor „Dzień dobry i co dalej?”, znakomity amerykański psychiatra pisze o tym, jak ważne treści przekazujemy sposobem, w jaki wymawiamy te dwa proste słowa – „dzień dobry”. Możemy nimi zdobyć przyjaciela lub wroga na zawsze.  Berne uważa, że dzięki świadomemu kontaktowi z drugim człowiekiem, dzięki kontaktowi pozbawionemu uprzedzeń i nawyków możemy zmienić scenariusz naszego życia. Wyjść z kolein zachowań  naszych rodziców i z nieswoich ról. Chyba, że nasi rodzice wiedzieli jak żyć i wtedy możemy czerpać z ich doświadczeń pełnymi garściami. A jeśli nie , wtedy szukać musimy samodzielnie.  Jest takie powiedzenie – żyj własnym życiem, bo umrzesz swoją własną śmiercią. Twórz wzory, nie kopiuj złych. Zawsze lepiej jest  traktować drugą osobę z szacunkiem, bez względu na to kto to jest. Przełożony, kasjerka czy kontroler biletów w autobusie. Dobrą tradycją polskich dworów było traktowanie służby z wyjątkowym respektem. Przestrzegania zasad grzeczności w stosunku do podwładnych wymagano nawet od małych dzieci. Im ktoś niżej w hierarchii zawodowej, tym większy szacunek  powinni mu okazywać przełożeni. Właśnie dlatego, że nie muszą. I że słabszego trzeba wspierać. Mam na myśli oczywiście tylko dobrze wychowanych i porządnych przełożonych, ale i tacy się trafiają. Opowiadała kiedyś w moim programie „Pytanie na śniadanie” znana head hunterka, że pewien prezes giełdowej spółki, który miał pod sobą kilkanaście spółek zależnych bardzo dbał nie tylko o maniery, ale i o morale. Kiedy widział, że któryś z podległych mu prezesów ma romans i grozi mu rozpad małżeństwa, natychmiast wzywał go na rozmowę i dawał do wyboru – albo kończy romans albo  współpracę.  Zgadnijcie co wybierali lokalni gigi amoroso? Szaleńcza miłość gwałtownie gasła, a racjonalne uczucie do żony zyskiwało nową jakość. Pamiętacie polityka, który zakochał się w pewnej poetyckiej blondynce? Kariera  przyhamowała, stracił wiarygodność, a z panną chyba nie wyszło… Gdybyż ów polityk miał nad sobą takiego superprezesa, który mógłby go powstrzymać… Choć właściwie każdy z nas ma wewnętrzny kompas, każdy może kierować się przyzwoitością albo 10 przykazaniami. Albo przekonaniem, że nie wolno krzywdzić innych.  Przejdźmy do spraw bardziej codziennych. Etykieta przy stole to osobny, potężny rozdział. Ale tego również nie trzeba się obawiać. Zasada jest prosta – na uroczystym obiedzie czy kolacji nie powinniśmy pokazywać, że jesteśmy bardzo głodni. Pamiętacie średniowieczne napomnienie Przecława Słoty? „Panny na to się trzymajcie małe kęsy przed się krajcie!” Jemy małymi kęsami, dbając o to, by zająć innych rozmową przy stole. Poza tym kolacja jest tylko pretekstem do spotkania z drugą osobą, prawda? Ale też należy docenić smaczny posiłek i pochwalić gospodarzy. Kolacja we dwoje jest pewnym probierzem naszych charakterów i upodobań. Więc bądźmy czujne Drogie Panie, nie mówmy za dużo o sobie, słuchajmy drugiej strony, jedzmy ze smakiem, ale nie zachłannie i nie mówmy, że jesteśmy na diecie!! Najwyżej następnego dnia zjemy nieco mniej. Pamiętajmy, żeby nie gryźć chleba – to częsty błąd. Należy odrywać niewielkie jego kawałki, takie, które zmieszczą się na raz do ust. Taki kawałek chleba smarujemy masłem (albo nie) i zjadamy.  Zupę pominę, ale zatrzymajmy się chwilkę przy daniu głównym. Uwielbiam książkę „Przejrzeć Anglików” Kate Fox. Sporo miejsca poświęca ona sposobowi, w jaki nakłada się jedzenie na widelec. Otóż w pewnych sferach wypada wkładać jedzenie do ust trzymając widelec wyłącznie grzbietem do góry. Spróbujcie – jest to dość trudne, jedzenie spada, trzeba nakładać mniejsze porcje, ale w związku z tym je się mniej i o to chodzi:)! Poza tym taki sposób jedzenia jest bardziej  elegancki. Lampkę do wina trzymamy za nóżkę, nie za   kielich. A propos wina – jak pisze Sabine Denuelle w książce „Savoir Vivre”„nie sięgaj po czerwone wino jedząc karczochy lub ostrygi, a po mocne białe wino jedząc dziczyznę”, do jajek pasują wg niej tylko lekkie wina stołowe. Jak zaznacza autorka, dobrego wina nie rozcieńcza się wodą i nie dodaje się do niego kostek lodu.  Wiem, że to wydaje się absurdalne, ale widziałam już takie sytuacje. Gdy wino było słodkie i ciepłe dodawano kostki lodu, i po sprawie. No, ale to było w moich studenckich czasach, gdy tylko gdzieniegdzie można było kupić wino Sophia. Wracając do manier – koniak i brandy możemy trzymać za kielich, by ciepło naszej dłoni uwolniło aromat alkoholu. Może to wszystko oczywistości i pewnie o tym wiecie, ale chciałam przypomnieć podstawy – więc wybaczcie:) Savoir vivre dodaje pewności siebie, polega bowiem na wpajaniu swobodnego i odpowiedniego do sytuacji zachowania. Nie można być nadmiernie spiętym i przejętym regułami, bo życie jest nieprzewidywalne i wymaga elastyczności. Ale też nie można być nadmiernie „naturalnym”, bo – jak pisał Oscar Wilde – bycie naturalnym jest po prostu pozą. Anna Popek – dziennikarka telewizyjna fot. wiki

Artykuły z tej samej kategorii

Mól książkowy na wakacjach

Książki możesz czytać godzinami i wyjazd bez nich uważasz za stracony? Cierpisz na problem niezamykających się z ich powodu walizek? Jeśli tak, to ten tekst...

TOP 10 rzeczy, które każdy student powinien zrobić w wakacje

Kiedy już odeśpisz zarwane przez sesję noce, doczekasz się ostatnich ocen w USOS-ie i po raz ostatni zamkniesz drzwi swojego wydziału (albo laptopa –...

Na dwóch kółkach przez świat. Dziś Światowy Dzień Roweru

Przed nami na horyzoncie wakacje, a wraz z nimi pogoda sprzyjająca wycieczkom rowerowym. Rower jest przede wszystkim łatwym w obsłudze, tanim w użytkowaniu, a także przyjaznym...