poprzedni artykułnastępny artykuł

50 Cent w Łodzi

50 Cent wraz z polskimi fanami świętował 20-lecie kultowego albumu „Get Rich Or Die Tryin’”. 29 października amerykański artysta wystąpił w łódzkiej Atlas Arenie. Nie zabrakło fajerwerków, największych hitów i gości specjalnych.

Curtisowi chyba się u nas spodobało. Tym razem nie kazał na siebie czekać tak długo jak poprzednim razem, gdy w 2022 roku, pierwszy raz po dwunastu latach, wystąpił w Polsce. Po zeszłorocznym koncercie w Krakowie, raper z Nowego Jorku ponownie spotkał się z fanami z naszego kraju. Łódź była częścią światowej trasy zorganizowanej z okazji okrągłej rocznicy debiutanckiego albumu „Fiftiego”. „Get Rich Or Die Tryin’” wydane w lutym 2003 roku otworzyło artyście drzwi to światowej kariery, a takie utwory jak „Many Man (Wish Death)”, „In da Club”, czy „P.I.M.P.” bez wątpienia trafiły do kanonu rapowych klasyków.

„The top feels so much better than the bottom. So much better” – zaczyna jeden ze swoich szlagierowych tracków raper z Nowego Jorku. Nawet jeśli 50 Cent czasy największej świetności ma za sobą, to nadal ma wielu słuchaczy w kraju nad Wisłą. Dawno nie widziałem tak długiej kolejki przed wejściem na koncert. Mimo, że na miejsce przybyłem ponad godzinę przed pierwszym zaplanowanym występem, do końca zastanawiałem się, czy zdążę na support. Byłem zdziwiony tym bardziej, że w Krakowie rok wcześniej choć osób było sporo, to o pękającym w szwach stadionie podobno mowy nie było. Nie wiem dlaczego z takim opóźnieniem zadecydowano o wpuszczaniu ludzi do środka, ale koniec końców udało się wejść na arenę z lekkim poślizgiem, wraz z pierwszymi dźwiękami supportu.

Fani nie mogli czuć się zawiedzeni, bo te jak i inne najpopularniejsze utwory w dorobku 50 Centa było nam dane usłyszeć. Zanim jednak główny aktor spektaklu pojawił się na scenie, o dobry nastrój przed wydarzeniem wieczoru zadbali inni wyśmienici artyści.

Najpierw przed polską publicznością zameldował się Jeremih, pochodzący z Chicago piosenkarz o zmysłowym głosie wykonujący muzykę R&B. Artysta zaprezentował nie tylko zdolności wokalne, ale udowodnił, że potrafi grać na pianinie. Nie wytrąciła go nawet z koncentracji prężąca się i zmysłowo tańcząca tancerka, za co należy się mu dodatkowe uznanie. Drogi 50 Centa i Jeremiha skrzyżowały się już wiele lat temu, czego efektem był wspólny numer na drugim albumie muzyka – „All About You”. Miałem więc cichą nadzieję, że usłyszymy wspólne wykonanie „Down On me” i nie zawiodłem się.

To nie był koniec miłych niespodzianek. Kiedy usłyszałem, że Busta Rhymes ma być także supportem Curtisa podczas koncertu w Łodzi, byłem przeszczęśliwy. Jest to prawdziwa ikona amerykańskiego rapu, którego jamajskie pochodzenie miało wielki wpływ na prezentowany przez lata, charakterystyczny styl.

Możemy jedynie żałować, że spotkanie z Trevorem było tak krótkie. Niektórzy narzekali, że legendarny artysta z Brooklynu więcej mówił i zagadywał publiczność zamiast śpiewać. Kiedy jednak tylko słychać było jego wokal, wśród tłumu momentalnie zapanowała wrzawa. Fani mogli usłyszeć m.in. nieśmiertelny utwór „I Know What You Want”, znany z pewnością nie tylko fanom amerykańskiego rapu. Mimo upływu lat, to ten sam stary dobry Busta z niepodrabialnym głosem i niesamowitym flow. A, że przyszedł z nami wspólnie świętować 50-lecie hip-hopu, występ uwieńczył – a jakżeby inaczej – otwarciem wstrząśniętej uprzednio butelki szampana.

Potem, zgodnie z planem, mogliśmy zobaczyć główną gwiazdę wieczoru. Święto rozpoczęło się na dobre, tak jak w piosence „In Da Club” – „We gon’ party like it’s yo birthday”.

50 Cent nie tracił czasu na powitanie, tylko od razu przeszedł do działania. Od samego początku dominowało szaleńcze tempo, które nie pozwalało na chwilę wytchnienia. Nie oznacza to jednak, że „Fifti” podchodził do zadania po łebkach. Bynajmniej. Na scenie działo się nieustannie bardzo dużo. Byliśmy świadkami naprawdę interesującego widowiska. Widać, że nic nie oddano przypadkowi i wszystko zostało dopięte na ostatni guzik. Nie można nie docenić profesjonalizmu i zaangażowania samego artysty, hypemanów, tancerzy i wszystkich odpowiedzialnych za fantastyczne, blisko 1,5-godzinne show, którego byliśmy świadkami. Licznie zgromadzona publika w łódzkiej Atlas Arenie mogła usłyszeć niemal wszystkie największe przeboje artysty. Nie zabrakło „Window Shopper”, „Hustler’s Ambition”, „”,Ayo Technology”, „Hate It Or Love It”, czy „Candy Shop”. Przy ostatnim z wymienionych utworów, „Fiftiego” otoczył wianuszek wianuszek skąpo ubranych tancerek, niewiele pozostawiających wyobraźni. Cała ta sceneria przywodziła na myśl klub Go-Go i zapewne tak miało być. Chyba tylko niepoprawni optymiści mogą oczekiwać, że amerykańscy raperzy to grzeczni chłopcy.

Przebojów było tyle, co strojów przygotowanych przez rapera na ten wieczór. Szybkości z jaką zmieniał outfity niemal z utworu na utwór, mógłby mu pozazdrościć niejeden model podczas wymagającego pokazu. Całości dopełniały świetlne i pirotechniczne efekty specjalne, wizualizacje, tony confetti i niesamowite układy taneczne.  Czego tam nie było! Nie zabrakło nawet wstępu z „New York, New York” z repertuaru Franka Sinatry. Każdy mógł znaleźć coś dla siebie.

Czy usłyszymy jeszcze coś nowego od amerykańskiej ikony rapu? Nie mam pojęcia. Od dłuższego czasu wydaje się, że to co najważniejsze w jego karierze, zostało już powiedziane. Kiedy jednak uzmysłowimy sobie, jak wiele utworów 50 Centa stało się klasykami, to możemy dojść do wniosku, że nie ma też takiej potrzeby. Przebojami mógłby obdzielić niejednego rapera, a czas ucieka nieubłaganie. „Fifti” nieuchronnie zbliża się do pięćdziesiątki, ale to w jaki sposób zaprezentował swój repertuar przekonuje, że jest to dalekie od zwykłego odcinania kuponów. 

Spotkanie z nowojorskim raperem na pewno było udane. Mogliśmy przypomnieć sobie wszystkie najważniejsze utwory artysty sprzed lat i zobaczyć naprawdę spektakularne show. A przy tym po prostu się dobrze bawić a nawet… powygłupiać. W końcu „We make a move and act a fool while we up in the club”.

Artykuły z tej samej kategorii

Miłosne wielokąty literackie

Pełne pasji historie miłosne w literaturze. Od wzajemnych pragnień, poprzez subtelne trójkąty miłosne, aż po miłość fatalną – literatura...

Zakupy w PRL – spotkanie z Wojciechem Przylipiakiem

Wizyty w Peweksie były prawdziwym świętem. Długie kolejki po podstawowe produkty nikogo nie szokowały. Podczas otwarcia nowego domu towarowego...

Fantastyka na salonach. O „Agli. Alef” Radka Raka.

Nowa literacka perła! - ,,Agla.Alef.'' Fantastyczna podróż z Sofją Kluk, pełna tajemnic i nieoczekiwanych zwrotów akcji! Niezwykła książka Radka...