poprzedni artykułnastępny artykuł

OFF Festival 2022 [RELACJA]

Kolejny OFF Festival za nami. Była to już 15. edycja katowickiej muzycznej uczty. Pierwszej po pandemicznej przerwie. Nie dziwi więc, że oczekiwania i apetyty wymagających słuchaczy były ogromne. Organizatorzy dali jednak kilka konkretnych powodów, by jeszcze mocniej zdać sobie sprawę, dlaczego tak bardzo brakowało nam tych dźwiękowych uniesień.

Iggy Pop największą gwiazdą podczas OFF Festiwalu

Bezapelacyjnie największą i najbardziej wyczekiwaną gwiazdą festiwalu był Iggy Pop. Z niepokojem śledziłem informacje o dwóch przełożonych koncertach na początku lipca ze względu na problemy artysty z głosem. Troski okazały się zbyteczne.

Legendarny wokalista nie tyle wystąpił, co pozamiatał. Byliśmy świadkami niezwykłego wydarzenia, które obserwowała licznie zgromadzona fantastyczna publiczność w najróżniejszym przedziale wiekowym. Bo muzyka tego 75-letniego weterana sceny jest wieczna i łączy pokolenia.

Podczas 90-minutowego show mogliśmy usłyszeć utwory z czasów The Stooges jak i solowej kariery Popa. Kultowe „Lust for Life” i „The Passenger”, „James Bond”, „I wanna be your dog” czy „Search and Destroy” zostaną w pamięci na bardzo długo.

„Wkrótce pewnie umrę, ale zamierzam się do tego czasu cholernie dobrze bawić”

– rzucił Iggy do rozentuzjazmowanego tłumu podczas występu.

Nic dodać, nic ująć. 

Różnorodni artyści na OFF-ie

To nie był jednak koniec pozytywnych wrażeń. OFF od dawna przyzwyczaił nas do sporej różnorodności. Na dzień dobry fani mogli usłyszeć Ride, DIIV czy żeński punkowy zespół Bikini Kill, więc chyba zgodzimy się, że początek był iście obiecujący. 

Odnaleźć tu się mogli także miłośnicy hip-hopowej kultury, na których czekali przedstawiciele brytyjskiej rap sceny – Ghetts i Central Cee. Z lokalnego podwórka mogliśmy usłyszeć m.in. rapera Bedoesa, który podczas występu postanowił sobie zrobić tatuaż. Można więc śmiało powiedzieć, że koncert ten zostanie z nim na zawsze. 

Nie sposób nie wspomnieć o Dry Cleaning. Brytyjski kwartet nowej fali post-punku z charyzmatyczną Florence Shaw na wokalu działał po prostu hipnotyzująco.

Natalie Bergman swoim kojącym głosem przeniosła nas w mistyczno-popowy świat lat 60. i sądząc po jej reakcjach, koncert w Polsce będzie wspominać bardzo miło. Piosenki śpiewane przez Amerykankę są efektem zamknięcia na miesiąc w klasztorze i wypadkową przykrych osobistych doświadczeń związanych ze śmiercią jej ojca.

A jeśli już o popie mowa, Kamil Hussein to nazwisko, które zdecydowanie warto zapamiętać. „Muszę iść tam sam” to przyjemny numer, który zostaje w głowie i śmiało mógłby być puszczany  w większych stacjach radiowych.  

Po 10 latach nieobecności  do Katowic zawitał także electropopowy zespół Metronomy, który skutecznie rozbujał publiczność w ostatni festiwalowy wieczór. Grupa Josepha Mounta wyraźnie cieszyła się z tego powrotu i ku uciesze słuchaczy, zaserwowała takie kawałki jak „The Look”, „Love Letters” czy niezwykle pasujący do sytuacji „It’s good to be back”.

Nie obyło się bez kontrowersji

Takich sentymentalnych podróży było jednak znacznie więcej, choć niektóre komentowano dość szeroko. Najwięcej „kontrowersji” wywołał zapowiadany na głównej scenie występ grupy Papa Dance. Pojawiały się głosy, że grupa nie do końca pasuje do klimatu festiwalu. Niepotrzebnie. Ciepłe reakcje widowni i frekwencja mówiły same za siebie.

„Poniżej krytyki” to tytuł albumu zaprezentowanego w całości przez Pawła Stasiaka i spółkę na festiwalu, ale bynajmniej nie można tak określić ich występu. Muzyków Papa Dance wspierał również Gabriel Fleszar.

Komu jednak polski synthpop lat 80. nie przypadł do gustu, mógł w tym samym czasie wybrać jazz w londyńskim wydaniu Yussefa Kamaala.

Trochę przykro, że Shygirl w dość niejasnych okolicznościach odmówiła występu na 40 minut przed planowanym koncertem. Organizatorzy zapewniają, że wszystkie wymogi z ich strony zostały spełnione, a artystka w mediach społecznościowych wypuściła nieco lakoniczny komunikat. Bez względu na rzeczywiste powody tej decyzji, zwyczajnie szkoda, że brytyjska raperka nie zaprezentowała się przed polską publiką. 

Do następnego razu!

I tym samym 15. edycja OFF Festivalu za nami. Dolina Trzech Stawów kolejny raz była miejscem pełnym pięknych dźwięków, wspaniałych słuchaczy i rewelacyjnych zespołów. Po pandemicznej przerwie wszyscy byliśmy spragnieni dobrej muzyki. A tej jak zwykle tutaj nie zabrakło. Miejmy nadzieję, że na kolejną odsłonę przyjdzie nam czekać tylko rok, bez żadnych obostrzeń i komplikacji. Już tęsknimy. 

Artykuły z tej samej kategorii

Cudze chwalicie, kiedy oni doceniają nasze

Rocznicowy klimat skłania ku wielu radosnym refleksjom, tak jak wielu jest obcokrajowców, którzy świętują razem z nami. W czasie studiów i podczas pracy zawodowej poznałam...

Patriotyzm pod chmurką, czyli historia nie z tej ziemi

O historii można mówić na różne sposoby. W interaktywnych muzeach częściej już można doświadczyć nowoczesnej formy edukacji. Dzięki temu historyczne wydarzenia kieruje...

Ogólnopolski Kongres Dialogu Młodzieżowego już za nami! 

W ubiegłą sobotę, tj. 21 maja 2022 roku odbył się Ogólnopolski Kongres Dialogu Młodzieżowego. Organizatorem wydarzenia była Krajowa Grupa Robocza Unijnego...